Nie lubię prowadzić LARPów. Przecież wiesz. Właściwie – może i lubię, ale mi nie wychodzą. Mało który gracz patrzy na moje pomysły tak, jak ja i bez pieczołowitej roztoczonej nad nim uwagi i kontroli nie jestem w stanie dwudziestu-trzydziestu osobom zapewnić rozrywki.

 Jestem zatem eMGiem stolikowym, nie zaś LARPowym. No i w porządku.

 Ale w każde “teraz” i “wcześniej” nachodzą mnie pomysły. O większości zapominam.

 A czasami, jak to każdy człowiek sobie przypominam. I jestem zaskoczony i sam sobie zadaję niby to zdziwionym głosem pytanie “a skąd mi się to wzięło?”, chociaż wiem, że nie odpowiem sobie nic inteligentnego.

 Wybacz mi dygresje. Wiesz, że je też lubię. O czym to ja…?

 LARP. Są różne rodzaje. Sposoby prowadzenia. Takie i owakie. Niektórzy rozróżniają LARPy na systemy, w jakich są prowadzone, inni ze względu na klimat, jeszcze inni na rozwiązania mechaniczne.

 Niektórzy się silą na postmodernizm, łączą LARPy z grą aktorską, zagrywkami psychologicznymi, symulacjami politycznymi.

 

 Skoro jestem kretynem, to zacznę od dupy strony. Mam prawo. Znasz mnie przecież.

 Pamiętasz, o czym marzyłaś, idąc na pierwszego w życiu LARPa? Miałaś, zapewne, za sobą parę sesyi stolikowych, usłyszałaś o LARPie i zdecydowałaś się. Przyszłaś. Stroje, zasady, bardziej doświadczeni gracze…

 Ok, teraz jesteś cholernie doświadczona. Zjadłaś zęby na LARPowaniu.

  Pamiętasz, o czym marzyłaś WTEDY?

 Ja pamietam. Żeby się przenieść do innego świata. Pieprzyć grę aktorską, złotko, pieprzyć fejmusów, którzy muszą się pokazać, postmodernistów, usprawniających to, co nie wymaga usprawniania.

 Ja chciałem przeżyć coś innego. Coś na tyle wstrząsającego, bym zapomniał, kim jestem.

 Pozwól na odrobinę dygresji. Wiesz, że w stolikowym rpg zajmuję się, miedzy innymi robieniem sieczki z mózgów innym graczom. Znam zagrywki, marketingowcem jestem niezgorszym, na ludziach… Powiedzmy, że mam jakąś empatię.

 Dlaczego nie zrobić LARPa, który by też niszczył ludzi? Powiesz – bywały takie LARPy. Jasne. Ale ja jeszcze nie skończyłem pisać.

 Kolejna dygresja – byłem w życiu na jednym “larpie dla dorosłych”. Dla dorosłych, jak się okazało, był dlatego, iż podawano tam wino.

 …A czemu nie zrobić larpa, który faktycznie ze względu na treści jest nieodpowiedni dla nieletnich?

 Co, nagości się boimy? Alkoholu? Odważnego odgrywania, olania chrzanionej zasady no-touch, którą ja i tak zawsze łamałem?

 Widzę ten Twój uśmiech, złotko i już widzę, jak chcesz coś dodać. Uprzedzę Cię.

 Tak, jestem nieśmiały. Tak, wiem, ze większość erpegowców też jest. Tak, wiem, że związki społeczne ludzi poza grą mogą ucierpieć, że orgie na LARPach odpadają. Ale też ja nie o orgiach mówię.

Wszystko zależy od złożenia rzeczy. Jeśli ktoś jest w związku, niech w grze też będzie w związku. Innym, inaczej działającym, podległym innym prawom, ale jednak. To szczegół, który można obejść.

 Potrzeba też graczy, którzy sobie ufają. Graczy, któym można zaufać i którym na pewno nie odbije. Trudne. Ale czy niemożliwe?

 Więc…

 Mamy założenia - LARP odważny. O treści wykluczającej młodzież, jak i osobników niedojrzałych. LARP w całości odgrywany. Bez zasad no-touch. Zamknięty w ramach ściśle naszej fizyki i chemii. Tak, by był jak najbardziej realny. Złożony z postaci, które sami gracze z Tobą, eMGiem stworzą, pod Twoją kuratelą tak, by nie było zgrzytów w świecie tak gry, jak i później realnym.

 A także z postaci, które to właśnie gracze zaproponują. Swoje cholerne projekcje. Niekoniecznie to, czym chcieliby być. To, co chcieliby wypróbować. W czym chcieliby się sprawdzić. Jednocześnie ograniczani swoimi fizycznymi gabarytami, osiągami i psychicznymi uwarunkowaniami.

 Przy okazji zaczynający grać w chwili przekroczenia furtki, progu domu, lub nawet już zaczynając jechać na LARPa. Żadnych briefingów przed grą. 

 I przy okazji LARP fantasmagoryczny, o BNach, którzy wprowadzaliby graczy powoli w świat szalony, odrealniony, którzy by zaskakiwali i tworzyli coś absurdalnego.

 Pamiętasz Oczy Szeroko Zamknięte? Tak, ja też uważam, że to był kiepski film.

 Ale jest coś w opowieściach o ludziach, którzy przybywają do jakiegoś domostwa i zdają sobie sprawę, że tak prawa domu, gospodarz, jak i ludzie wokół są dziwni, nienaturalni, niezrozumiali i …cóż… powolutku coraz bardziej przerażający. Że świat wokół niezauważalnie, ale permanentnie się zmienia. Odrealnia.

 Lubię takie opowieści. Wiem, że w takich chciałbym wziąć udział.

 

 Cóż. Pewnie to niemożliwe.

 Ale gdyby… Gdyby jednak było…

 To co Ty na to, byśmy kiedyś wyszli do jakiejś knajpki – najlepiej takiej, w której oboje czulibyśmy się dobrze – i pogadali o wszelkich ‘za’ i ‘przeciw’, jakbyśmy się znali? Jak dorośli, dojrzali ludzie, którzy chcieliby porwać się z motyką na słońce… Ale którzy się nie boją tego, co planują?

 Daj mi znać, złotko.

 Jakby co – jestem tutaj i kontroluję wszechświat.