63.

październik 1, 2008

-Umarłem. Wieziono moje ciało pustymi ulicami u zarania nowego dnia. W blasku świtu karawan przemierzał alejki w drodze na cmentarz, ale nie było słychac łkania żałobników. W ostatniej drodze odprowadzały mnie dwie osoby.

 Nie dlatego, żem nie miał żadnych druhów.

…Po prostu nikomu nie chciało się wstawac o tak wczesnej porze.

Leave a Reply