69.

październik 26, 2008

-Spójrz w górę.

-Gdzie?

-Na liczbę?

-To propozycja?

-Ty się mnie jeszcze pytasz?

68.

październik 26, 2008

-Dlaczego tyle pijesz?

-Spójrz mi w oczy.

-I co? Miałam w nich zobaczyc wytłumaczenie?

-Nie, chciałem się przyjrzec, żeby się zorientowac, kto mi takie głupie pytania zadaje… Czy my się w ogóle znamy?

67.

październik 26, 2008

-Nie wiem, jak Ci to powiedziec…

…Nie dlatego, że brak mi słów…

…Tylko dlatego, że jestem pijany, jak bela i nie potrafię wymówic ni jednej mysli z tych krążących w mojej głowie.

66.

październik 23, 2008

-Kochanie, wychodzę.

-Kiedy wracasz?

-Zastanawiam się, jaką ilośc decybeli powinien miec huk zatrzaskiwanych drzwi, żebyś zrozumiała odpowiedź bez wątpliwości…

65.

październik 23, 2008

-Wychodzę na spacer, kochanie.

-Kiedy wrócisz?

-Powiem to tak – ciesz się, że wczoraj spłaciliśmy kredyt mieszkaniowy…

64.

październik 23, 2008

-Jesteś upośledzony umysłowo, jesli uważasz to za prawdę.

-Jesteś naiwna, jeśli nie umiesz docenic sztuki solidnego oszukiwania samego siebie.

Rozwścieczyło.

październik 12, 2008

-Dawno temu berserkerzy, przed bitwą, by wpaśc w szał bojowy, wykrzykiwali obelgi, tarzali się po ziemi, tłukli siebie samych bronią… Często toczyli pianę z ust tuż przed tym, jak wszelkie myśli zastępował jeden cel – zabic… Krwiożerczy szał skierowany przeciwko wszystkiemu i wszystkim.

 Dawno temu ci, którzy musieli wykonac misję ponad ich siły, myśleli o krzywdach zadanych im przez wroga – o tym, jak z jego ręki wycierpieli oni, ich rodziny, ich kraj. Chęc zemsty pochłaniała wtedy wszystko – sumienie, etykę, wiarę. Pozostawał tylko jeden cel – zniszczyc tych, co stali przeciw nim.

 Ty, kochasiu, żeby wprowadzic się w ten stan, nie musisz robic nic więcej, jak tylko obejrzec stare zdjęcia.

 Nic więcej.

 Zobaczysz wtedy ją w stroju, jakiego później nie zauwazyła – zdjęcie wykonano, nim spotkała Tego Swojego.

 Zobaczysz jego, kiedy się świetnie dogadywaliście, gdy między Wami nie było żadnych sporów, niedomówień i żali…

 Zobaczysz kogoś, uśmiechniętego do Ciebie, a nie dla kogoś innego.

 Zobaczysz rzeczy, które były zaczątkiem wspaniałych przygód. Które mogły Cię zawieśc na krańce świata (płac, jest płaska!)…

 Które spierdoliłeś, kochasiu.

Parsknęło.

październik 10, 2008

-Śmiejąc się z samego siebie przypominał najżałośniejszą osobę tych ziem. Śmiał się zawsze tak, żeby nie pozostawic nikomu złudzeń, że robi to, ponieważ nic innego mu już nie pozostało w danej sytuacji i nie ma żadnych alternatyw, nad owyż śmiech. Po prostu był on dlań zwykłym ostatnim bastionem i ostatnią kapitulacją… Żeby ocalic resztki przetrzebionych wojsk.

 A że przegrywał często, to często się śmiał.

 Wszyscy się przyzwyczaili, że kiedy zaczyna się z siebie śmiac, trzeba go zostawic, bo naprawdę wszystko już stracił i dalsze drążenie byłoby odpowiednikiem kopania okulałego spaniela, ślepego na jedno oko.

 Ale w końcu zdał sobie sprawę, że, o ile śmiech, to broń słabych, to jednak broń potężna.

 Zawsze był cwany.

 Od tego czasu nie przestał się śmiac.

 Wynalazł dwanaście różnych sposobów śmiania się, chichotania, gardłowych pomruków świadczących o rozbawieniu, drwiących parsknięc…

 Nazwano od jego imienia rodzaj chichotu z przydechem, a nazwisko stało się okresleniem na różne rodzaje śmiechu w czterech odmiennych językach.

 Jedna, zadurzona w nim, infantylna nastolatka prowadziła kampanię na rzecz uznania go Bogiem Śmiechu. Towarzysze broni uczyli się odeń sztuki - jakże szlachetnej! – rozbrajania przeciwników rechotem. Rubaszne parsknięcia otworzyły mu drogę na salony, zaś porozumiewawczy chichot – drogę do polityki…

 

 Cały świat śmiał się razem z nim.

 Tylko jedna, jedyna osoba, która go naprawdę kochała, powiedziała kiedyś – cały świat śmiał się z niego.

63.

październik 1, 2008

-Umarłem. Wieziono moje ciało pustymi ulicami u zarania nowego dnia. W blasku świtu karawan przemierzał alejki w drodze na cmentarz, ale nie było słychac łkania żałobników. W ostatniej drodze odprowadzały mnie dwie osoby.

 Nie dlatego, żem nie miał żadnych druhów.

…Po prostu nikomu nie chciało się wstawac o tak wczesnej porze.