Gruchnęło.
sierpień 29, 2008
Idę, ostrożnie stąpając obutymi w za ciężkie dla mnie buty stopami. To wygląda, jak ruiny. Gdzieś po prawej stronie widzę zrąbek świetnego żartu – który okazał się nie byc taki świetny…
Właściwie, tylko ja się z niego śmiałem.
Trochę z przodu niewielki stosik prób poskromienia niepewności. Gdzieś było tego więcej, ale w tej chwili widzę tylko tyle.
Na lewo widzę zgliszcza dobrych pomysłów. Nie żartuję. Te pomysły naprawdę są dobre.
Tylko realizacja gruchnęła.
To wygląda, jak ruiny. Jak… Ziemia Niczyja.
Opowiadałem kiedyś o Ziemi Niczyjej? Prowadziłem ją. Zacząłem traktowac, jak własne dziecko – chociaż osobiście, gdybym był głównym organizatorem tego projektu – wyrzuciłbym w cholerę połowę pomysłów i zastąpiłbym je czym innym.
W końcu miałem dośc. Nie rozwijało się to, mnie ogarniał, jak wielokrotnie w moim życiu, brak chęci. O, znam mądre sformułowanie – “słomiany zapał”…
A razem ze mną – innych organizatorów. W końcu odszedłem. Ziemia Niczyja rozsypała się niedługo potem.
Były próby wskrzeszenia, zmartwychwstania…
Nie oszukujmy się – ludzie chcieli. ZN była dobrym projektem. Nieskromnie rzeknę – również dzięki mojej niewielkiej pomocy. Ale nie maiło to większego sensu.
A jakieś pół roku temu zawitałem tam. Rozejrzałem się po porzuconych topicach, po walających się tu i ówdzie postach…
Wyglądało, jak ruiny.
Jak większośc rzeczy, którymi się zaczynam zajmowac. I nie kończę.
Byc może, jak wszystkie rzeczy.
Pomysłów żal, zapału niemało. Wykonanie zdycha gdzieś pod płotem, wydając cichutkie, żałosne wizgi śmiertelnie ranionego zwierzątka.
Dobra, kłamię – wykonanie nie istniało, więc zdychac nie może.