Interwał 9.
Styczeń 29, 2012
Jestem na granicy, kochany.
Nawet ja mam swoje limity, kochany.
Kiedy przyzwyczajasz się, że zniosę wszystko, uznajesz to za oczywiste, kochany.
Zniszczyłeś mi życie, kochany.
Obiecałeś, że mnie naprawisz, kochany.
Jest gorzej, niż było kiedykolwiek.
Kochany.
136.
Listopad 8, 2011
Mizantropia
To potężny narkotyk.
135.
Październik 16, 2011
-It’s not about th’ destination. It’s about th’ journey!
-Taaa… Tak mówią tylko Ci, którzy nie potrafili znaleźć celu.
134.
Wrzesień 9, 2011
-Nie jesteśmy skazą na historii ludzkości! jesteśmy jasnym punktem!
-Ta, jasnym – bo wybielanym.
L5K 4 ed.
Wrzesień 5, 2011
I DO NOT YIELD
133.
Wrzesień 1, 2011
-Kocham Cię.
-Jesteś pijany.
-…To wyrażenia synonimiczne.
Przyśpiewki gżdaczowe #1.
Sierpień 11, 2011
Na melodię, którą wszyscy znają:
Juwe- juwenalia,
Juwe- juwenalia,
Kto nie pije, ten kanalia!
Gżdacze dziś pracują,
Gżdacze dziś pracują,
Jutro też i nie ma chuja!
Gżdacza nie zamęczysz,
Gżdacza nie zamęczysz,
Zapierdala i nie jęczy!
Wszystkie Gżdaczki ładne,
Wszystkie Gżdaczki ładne,
Czyste, zgrabne i układne!
Gżdacz jest uśmiechnięty,
Gżdacz jest uśmiechnięty,
Zwłaszcza kiedy jest już wcięty!
Gżdacz nie daje ciała,
Gżdacz nie daje ciała,
Każda panna by go chciała!
Gżdacz piwa nie pija,
Gżdacz piwa nie pija,
Jak go złapią, będzie chryja!
Gżdacz nie traci ducha,
Gżdacz nie traci ducha,
W końcu nawet on zarucha!
Gżdacze bardzo mężni,
Gżdacze bardzo mężni,
Niewyspani, lecz wciaż prężni!
Gżdaczmaster narzeka,
Gżdaczmaster narzeka,
Pewnie nie wziął dziś swych lekarstw!
Gżdaczmaster już krzyczy,
Gżdaczmaster już krzyczy,
My nie znamy tego przyczyn!
Gżdaczmaster już płacze,
Gżdaczmaster już płacze,
Na chuj jemu tacy gżdacze?! (op. Gdzie są, kurwa, moi gżdacze?!)
Każda Gżdaczka młoda,
Kazda Gżdaczka młoda,
Jak poprosisz, zrobi l… wszystko dwa razy szybciej i lepiej, niż jakikolwiek Gżdacz płci męskiej… o.O
Bal na krańcu końca.
Sierpień 11, 2011
Zaproszenia rozdawali dawno temu.
My wkradliśmy się tylnymi drzwiami.
Drinki, choć je dają darmo, są zatrute.
Gospodarze trują językami.
Wszystkie kurwy na tym balu to wampiry,
Choć myślami nie są zbyt odległe.
W tamtym kącie służba knuje przewrót stanu,
Choć serwują drinki wcale biegle.
Pani domu już pijana, niczym bela,
Topi smutki po odejściu męża.
Żigolaki każdą damę obtańcują.
Nawet tą, co ma w kieszeni węża.
Noc już ciemna, nastrój ciężki, gra muzyka.
Bez haszyszu nie dotrwamy ranka.
Kantem w karty kamerdyner ograł Pana,
Jeszcze tkwi w rękawie asów parka.
Gdzieś tam z boku ktoś ofiarę z duszy złożył.
To stajenny; pewnie to z miłości.
Strażnik moczymordę przemocą wyprasza.
Diabli wiedzą, czemu tak się złości.
W kącie znów artysta wiersze deklamuje,
Co to je skopiował od rywala.
Zaś przy stole piękna księżna wymiotuje.
Z gardła jednostajna leci fala.
Jeden z gości honorowych zdążył przysnąć.
Strasznie znudził go taniec chocholi.
Ale tańczą jeszcze spici dyplomaci,
Żaden się nie przyzna, co go boli.
To nie bal karnawałowy, tępe durnie,
Chociaż każdy maskę ma na twarzy.
Winem leczą się samotni, wódką słabi,
Prawych zaś herbata gorzka parzy.
Stary wojak opowiada swoje dzieje,
Chociaż nikt jego bajek nie słucha.
Zaś hrabina o małżonka rogach prawi.
Będzie z tego niezła zawierucha…
Wie gospodarz, jak cnych gości podejmować,
Wódkę polewają, niby ruczaj.
Ten kawaler żonki cnej i pięknej szuka,
Chociaż dziewic nikt nie widział tutaj.
Wilkołaki wściekłe wyją gdzieś za oknem.
Nie pomyślał nikt, by je zaprosić.
Drzwi ozwały się ogłuszającym hukiem.
Chłopi o dzień wolny przyszli prosić.
Piją, jakby sądny dzień miał jutro nadejść.
Wszyscy, na kastę swą nie zważając.
Hrabia fuzję dzierży, do hrabiny strzela.
Ta ucieka, skacząc, niby zając.
132.
Lipiec 22, 2011
-Planking.
-…Nie ma niczego, co mówi bardziej „jestem tak absolutnym beztalenciem, że zrobię coś kompletnie nikomu niepotrzebnego i pozbawionego sensu, czemu nadam nową nazwę i zacznę promować przy pomocy bezmózgich nastolatków, tylko po to, by zwrócić na siebie uwagę”, niż planking.
-…Jesteś pewien, że nie pomyliłeś tego z definicją jeepform?
Diablerie.
Czerwiec 22, 2011
-W bocznych pokojach zadymionych, wiecznie śmierdzących alkoholem, potem i pożądaniem knajp, zasnutych ogłuszającą i ogłupiającą muzyką; czytają starożytne teksty o nadejściu Gehenny.
-Na brudnych ulicach pełnych ludzkiego śmiecia, spływających deszczem, krwią i nieczystościami; czają się w nieustającej wojnie partyzanckiej.
-Na szczytach szklano-stalowych wieżyc, przy wypolerowanych, drogich stołach; rozstawiają wciąż na nowo szachownice z pionkami.
-Na cmentarzach, unurzani w rozmokłej ziemi, otoczeni smrodem rozkładu i zgnilizny, w blasku płomieni; wyją swoje potępieńcze credo.
-W podziemiach przesiąkniętych na wskroś brudem, ciemnością i lękiem; kryją się i drżą, czekając końca.
-Pośród starczych drzew i pod nimi, w cieniu, zapachu natury, na ziemi nie dla ludzi i pod nią; prężą mięśnie i warczą, okazują ostre kły.
-Na szaleńczych, rozpustnych balach, w blasku zabawy, w świetle obłudnych uśmiechów, w delikatnej muzyce, wśród dzieł sztuki; wbijają sobie nawzajem ostrza w plecy.
-…A Trójoki śmieje się, jak śmiał się od zarania dziejów.